Postanowiłam dziś dodać jeszcze jeden post dla tych, którzy byli zawiedzeni brakiem masełka TBS w swoim Shinyboxie.
Przede wszystkim zacznę od tego, nie miałam wcześniej przyjemności trzymać w ręku produktów The Body Shop, dlatego kiedy pojawiło się w moim pudełku masło tej marki byłam zadowolona. Później okazało się, że jestem jedną z nielicznych szczęściar ponieważ dostałam "lepsze" pudełko. Zaskoczona tą nowiną, postanowiłam przetestować to "cudo", o które dziewczyny prawie się zabijały na fb. ;)
"Smoky Poppy to seria nawilżających kosmetyków
do ciała z oleistym ekstraktem z maków. Kwiaty na potrzeby TBS są
ręcznie zbierane w rejonie Ankary w Turcji. Na kwitnące maki na polach i
w ogródkach musimy jeszcze trochę poczekać, ale jeśli lubicie te kwiaty
o delikatnych, czerwonych płatkach, wypróbujcie choćby jeden z
preparatów z Smoky Poppy."
http://www.snobka.pl/artykul/linia-tygodnia-smoky-poppy-the-body-shop-21002
Teraz, was uspokoję, dla mnie osobiście to masełko jest jedną wielką klapą!!! Jego cena wynosi 69 zł (!!!!!!!) Jego działanie? Właściwie to żadne, kilka razy wysmarowałam się tym "cudem" i musiałam od razu wracać pod prysznic bo zapach jest nie do zniesienia!! ŚMIERDZI!! Jest duszący, przytłaczający i nawet mój facet stwierdził, że jest źle( nigdy żaden z moich balsamów go nie drażnił)
Mogę Was uspokoić. Nie warto go kupować i żałować, że się nie dostało go w SB :)
Oczywiście jest to moja opinia, a gusta są różne :)
Dajcie znać jak Wam się sprawdza to masło do ciała :)




















